Czuwaj Druhno! Czuwaj Druhu!
Jak Wam idzie back-to-school? Gotowi na powrót do życia szkolno-harcerskiego czy niekoniecznie? My się cieszymy na nowy rok harcerski, będzie się dużo fajnych rzeczy działo.
Dzisiaj wracamy do postu z poprzedniego tygodnia. Uważamy - daj znać, czy się z tym zgadzasz czy nie - po dzisiejszym poście już droga wolna! - że obrzędowość drużyny u wędrowników ma nie tylko ogromne znaczenie bo to obrzędowość, ale również dlatego, bo to jest jedna z - umówmy się - najbardziej wymagających grup wiekowych. Kadra wędrownicza zmierza się często z wyzwaniami, z jakimi nie musi mierzyć się kadra innych jednostek.
Pierwsze poważne egzaminy, nowa szkoła, nowe znajomości, pierwsze miłości, pierwsze funkcje, pierwsze uczestniczenie w coraz to ‘poważniejszych’ kursach, warsztatach, konferencjach, często - pierwsze harcerskie ‘załamania’, grafik wędrownika czy wędrowniczki który zapełnia się nie tylko pracą domową, ale i projektami na studia, pierwszą pracą, życiem towarzyskim, pierwszymi ‘solo’ większymi podróżami i wstawaniu na własne, harcerskie, wędrowniczo-dorosłe nogi.
To wszystko wymienione powyżej można podsumować dosłownie w jednym zdaniu - szukanie miejsca w społeczeństwie. Tylko czy to takie proste? No nie do końca. Bo razem z tymi wszystkimi wydarzeniami przychodzi jeszcze czas na zbiórki drużyny, zastępu, patroli, realizacja próby na stopień, sprawności, tropy, naramiennik, etapy, przygotowania do biwaku, pomoc przy innych jednostkach - a w idealnym świecie jeszcze - bycie aktywną osobą w lokalnej społeczności i szykowanie się do otwarcia próby na pierwszy stopień instruktorski.
Kto ma na to czas….?
Kto nigdy nie powiedział, że ‘ci wędrownicy / wędrowniczki to nigdy nie odpisują na wiadomości’ niech pierwszy rzuci kamień. Tak, to się zgadza. Wędrole często nie odpisują na wiadomości, czasem nie przychodzą na zbiórki, ba - czasem bywa, że w ogóle nie realizują programu wędrowniczego jaki został zaplanowany wcześniej, a kadra siedzi, rozkłada ręce i myśli - co dalej?
Druhno, Druhu - we have been there. Pamiętaj też proszę, że tak jak są osoby które zazwyczaj nie są aktywne, tak zawsze będzie co najmniej ta jedna (a czasami nawet dwie lub trzy - a jeśli masz cztery czy pięć osób to już masz cały patrol!) osoba, co zawsze odpisuje, wszędzie jest, wszystko robi na czas i zawsze można na nią polegać.
Jako kiedyś drużynowa drużyny wędrowniczej i obecnie instruktorka przy wędrowniczkach - byłam, widziałam, doświadczyłam i przeżyłam. Razem z moimi środowiskami wędrowniczymi przeszłam chyba przez wszystko - powodzie, susze, kłótnie i plagi egipskie. Kłóciliśmy się, godziliśmy, czasami żeśmy skłócali się jeszcze bardziej - zazwyczaj do czegoś to prowadziło.
Zadanie kadry wędrowniczej jest bardzo trudne, bo zazwyczaj osoby w drużynie same jeszcze nie do końca wiedzą czego chcą, czego szukają, o co im chodzi i gdzie chcą się rozwijać. Znacznie łatwiej taką osobę jest zdemotywować do pracy niż zachęcić, ale oba scenariusze są możliwe. Ja podchodziłam do tego w następujący sposób: jeśli każdy i ciągle czegoś gdzieś od tego biednego wędrownika chce, to niech przynajmniej zbiórka zastępu czy drużyny będzie miejscem, gdzie ta osoba może przyjść i well, nie ‘odpocząć’ bo zawsze był do zrobienia program, ale odpocząć mentalnie.
To było coś, czego osoby w moim środowisku potrzebowały. Bardzo ciekawe było dla mnie to, że z kolei drużyna wędrownicza w Polsce w szczepie obok potrzebowała czegoś zupełnie innego - oni musieli się z kolei wyszaleć, odreagować, trochę nawet ‘wyrzucić’ z siebie tysiące bodźców jakie odbierali od świata od czasu ostatniej zbiórki - więc te ich spotkania były trochę szalone - i oni w taki sposób robili program i przeżywali reset.
Zrozumienie metody harcerskiej i działanie metodą harcerską to dwie bardzo ważne rzeczy, i zrozumienie, czego wędrownicy potrzebują jest kluczem do sukcesu.
Bo dlaczego nie odpisują na wiadomości? Czemu nie przychodzą na zbiórki?
Zdarzają się emergencies, wyjątkowe sytuacje, wyjątki, natomiast w zbiórkach które często odbywają się raz na miesiąc to takich wypadków może być ograniczona ilość. Jeśli ktoś nie jest obecny, nie ma z taką osobą kontaktu, to prawdopodobnie to się dzieje dlatego, że ta osoba nie widzi, żeby coś jej dawały te spotkania. Przyjazna atmosfera, interesujący program, safe space jest dobrym początkiem.
Bardzo mi się spodobało zdanie jakie gdzieś przeczytałam na stronie Organizacji Harcerzy, że każdego wędrownika powinno się traktować jako potencjalnego / przyszłego instruktora. Co się dzieje z taką osobą wtedy? Ja przez pewien czas w harcerstwie byłam osobą, która była na samym dole listy do zostania instruktorem. Bardzo późno dołączyłam do harcerstwa (w porównaniu z moim znajomymi w szkole wtedy), nie miałam bliskiej grupy przyjaciół w drużynie, sama drużyna działała ‘jako-tako’. Jestem uparta bestia to się wyrobiłam i lecę dalej do przodu, ale ile osób poznałam których już nie ma w harcerstwie - to moje.
Mówi się, że bycie wędrownikiem weryfikuje czy dana osoba zostanie w harcerstwie czy je opuści. Sama Ewa Grodecka w swojej książce jaką przeczytałam pisze, że takim zwieńczeniem drogi harcerki w harcerstwie jest a. ukończenie 21 lat i b. zdobycie stopnia przewodniczki - wtedy rozwój w harcerstwie się ‘zamyka’ i ta osoba może już z harcerstwa odejść, jeśli czuje że nie chce kontynuować tej drogi. Wiem, że teraz bardzo mocno okroiłam i lekko ‘spłyciłam’ ten tekst na potrzeby tematu - z góry proszę o wyrozumiałość - ale czy to, co Ewa Grodecka napisała nie jest trochę powodem dlaczego tak dużo osób odchodzi?
Ile z nas - instruktorów - faktycznie traktuje każdą wędrowniczkę i każdego wędrownika jako przyszłego instruktora? Same te osoby tak prawdopodobnie siebie nie traktują, więc skąd mają wiedzieć że będą świetnymi instruktorami?
Ja bym poszła nawet o krok dalej - gdyby teraz przyszła do Ciebie wróżka chrzestna i powiedziała, że ta wędrowniczka, której ciągle nie ma, nie odpisuje, rzadko przychodzi zostanie za x lat Naczelniczką ZHP, czy Twoje zachowanie względem by się zmieniło?
Jeśli odpowiedzią na to pytanie jest ‘tak’, to może nam coś da ta refleksja. Bo nawet jeśli za miesiąc czy po tym roku harcerskim ta osoba jednak stwierdzi że to nie dla niej - o ile więcej ona się od Ciebie nauczy jeśli czujesz, że dałeś / dałaś jej 1000% od siebie.
Ja przez pewien czas czułam się takim beznadziejnym przypadkiem i mam wrażenie, że część mojej dawnej drużyny wędrowniczej należała do niej tylko dlatego, bo też się za takie przypadki uważali. Jestem bardzo dumna z każdego jednego wędrownika i każdej jednej wędrowniczki którzy dali się popychać do przodu. Duża część z nich jest dzisiaj instruktorami, drużynowymi, funkcyjnymi pracującymi z kolejnym młodym pokoleniem harcerek i harcerzy. Część z tych osób opuściła drużynę harcerską i poszła własnym szlakiem.
W ZHP Świat do każdej jednostki - zuchy, harcerki, wędro - należy się około 5 lat.
W ZHP w Polsce tak nie jest - w zuchach, harcerzach, HS - jest się około 3 lat, i teraz jeśli wydłużył się czas ‘należenia’ do drużyny wędrowniczej od 15 do 23. roku życia - to jest 8 lat działalności harcerskiej.
Ile rzeczy się może zadziać w życiu w takim czasie? BARDZO DUŻO.
Cały czas uważam, że harcerstwo jest dla każdego. Wędrownictwo jest dla każdego. Moim zdaniem najfajniejsze (to znaczy najbardziej zwariowane) rzeczy mogą się dziać w wędros. Tylko jeśli taki wędro tego nie wie - to nie jego wina że nikt mu nie powiedział.
Mądre - może nawet sprytne - korzystanie z obrzędów jest na to pewnym remedium. Gdy taka osoba czuje, że obrzędy do niej przemawiają, inspirują, coś zmieniają w tej osobie, a to wszystko odbywa się w gronie przyjaciół z pewnym dreszczykiem emocji po drodze - to moim zdaniem nie ma w ogóle opcji żeby taki ktoś nie chciał zostać na dłużej.
Na kursie phm w Polsce, jeden z moich ulubionych druhów wszechczasów - Druh Arkadiusz (pozdrawiam serdecznie Druha!) dał nam na rozgrzewkę zadanie - jedna osoba z patrolu zadaniowego miała położyć się w kącie (nie kwestionujmy zasad druha Arkadiusza one są wspaniałe) i na nic nie reagować, a reszta zespołu miała za zadanie ubrać tę osobę i wynieść ją na dwór.
Pomijając milion perypetii które sprawiły że naprawdę do dzisiaj trudno mi się nie uśmiechać na myśl tego zadania, gdy już udało się nam to zrobić, to druh Arkadiusz podsumował, że to jest nasze zadanie jako wędrowniczej kadry. Na początku we wrześniu przychodzi do drużyny taki młody kurczak, a my musimy tę osobę ubrać, naszykować, wynieść na dwór (metafora 'dorosłego' życia) i pokazać jak tam jest w taki sposób, żeby ten młody człowiek gdy zostanie przez nas ubrany, wyszedł w świat i nie bał się że czegoś nie uda mu się zrobić.
Bo wędrownicy mogą wszystko.
Tak, jak Druhowi Arkadiuszowi bardzo dziękuję za te zajęcia, tak Tobie bardzo serdecznie dziękuję za dotrwanie do końca, tym wpisem podsumowujemy sobie wędrowników, wędrowniczki, wędros i wędroli i - niedługo zaczynamy kolejny temat.
Masz pytania? Chcesz coś dopowiedzieć? Daj znać!
Życzymy Ci miłej soboty i do usłyszenia za tydzień,
Ściskam!
Magda wraz z Zespołem Just Scouts

